W poniedziałek w ostatniej ziemskiej wędrówce na Cmentarz Komunalny w Łapiszewie ks. prałatowi Jerzemu Dei towarzyszyły wielkie tłumy wiernych. Kościół nie był w stanie wszystkich pomieścić. Stali na przejmującym chłodzie, słuchając homilii biskupa i krzepiących słów przyjaciół proboszcza.
Prezydent Starogardu Edmund Stachowicz w ciepłych słowach, wyraźnie wzruszony, mówił o działalności charytatywnej zmarłego. Podkreślał, że duchowny nigdy nie nadawał jej rozgłosu, a pomógł niejednej rodzinie i niejednemu bezdomnemu. Marek Frydrychowski, przewodniczący Rady Parafialnej, mówił o wielkim dziele, jakiego ks. Jerzy dokonał.
Rzeczywiście, nawet ci, którzy różnili się z księdzem muszą przyznać, że Jego zasługi dla miasta, parafii i wiernych były wielkie.
Homilia biskupa
Mszy żałobnej przewodniczył ks. biskup prof. dr. hab. Jan Bernard Szlaga.
- Pogrzeby są mniej lub bardziej spodziewane. - mówił kaznodzieja w obecności ponad 200 kapłanów z diecezji pelplińskiej i archidiecezji gdańskiej - Kiedy bardziej - ciężka choroba, starość są wciąż zaskoczeniem. I śmierć przychodzi - oczekiwana czy nie - zawsze nie w porę. Ta śmierć zaskoczyła nas, jest smutna i jednocześnie wyzwala tak wiele pytań, wątpliwości. Podobnie jak w Ewangelii, tak uroczyście nam przypomnianej w przypadku śmierci Maschalda. Snujemy domysły. Mogło być inaczej. Pewnie gdyby nie pojechał tej feralnej dla siebie niedzieli, pewnie by żył. Może było lepiej nie kontynuować w ten sposób podjętej kuracji? To wszystko już jest.
I stało się to, co jest. Mianowicie śmierć księdza prałata i żałoba po nim. Tu wszystko jest jak zawsze w tym kościele. I kościół oświetlony, uroczysty, chóry śpiewają, dużo księży.
Tylko gospodarza nie ma. Ksiądz Jerzy Deja wpisał się w naszą pamięć z wielu powodów, o których za chwilę będę mówił. Jego śmierć jest dla nas autentycznie głębokim bólem dla każdego za nas. Jak po śmierci kogoś bliskiego. Rozumiem ból matki, rozumiem ból sióstr, brata. To jest ból ludzi związanych przez więzy krwi. Składamy Wam bardzo serdeczne wyrazy współczucia. To ogromne przeżycie- śmierć syna i brata. Trudne do zniesienia i rany goją się długo. Taki jest ludzki los i trzeba to przyjąć. Zostawia taki margines naszej niepewności Panu Bogu. Jego jest czas. Jego jest Wieczność. Więc powtarzam, nie było dla księdza prałata żadnego wyboru. Płaczące siostry Łazarza, płaczący także Chrystus to jest zapis typowego obrazu pogrzebu. A tam siostra zmarłego Łazarza słyszała zapewnienie: ”Córko. Twój brat może być wskrzeszony, ale Chrystus jest zmartwychwstaniem i życiem”. On panuje nad śmiercią. On jest Zmartwychwstaniem.
Dlatego trzeba dobrze zrozumieć wypowiedź apostoła Pawła, który powiedział, że jeśli umieramy, to umieramy dla Pana. Zobaczmy. Jest jeden constans- dla Pana. Każda śmierć, jak choćby śmierć naszego brata Jerzego, jest wydarzeniem trudnym. A jednocześnie to “dla Pana” niesie tyle nadziei, że to jest wejście w tę dziedzinę życia, która jest Jezusowi nie tylko znana ale i On jest jej patronem, Stwórcą, jej istotą nadziei. Dlatego żegnając ks. prałata Jerzego Deję, proboszcza starogardzkiej parafii św. Wojciecha, żegnamy Go po ludzku z żalem i z bólem. Jak siostry Łazarza - ze łzami. Jak Chrystus płaczący. Żegnamy z rodziną. Ta śmierć jest przejściem dla nas trudnym, bo śmierć jest niezwykle trudnym wejściem w nowe życie. Dlatego też Pan Bóg wyzwolił swego sługę do takiego właśnie pełnego życia. Tak się składa, że Chrystus, który wskrzesza jest Chrystusem Zmartwychwstałym. Bądźmy więc pewni, że ta śmierć naszego współbrata, księdza Jerzego jest doświadczeniem trudnym a jednocześnie wyzwalającym.
Stąd potrzeba mszy świętej Jest ona w obecności tylu koncelebrujących kapłanów wydarzeniem dla nas, dla Starogardu. Zapamiętamy ten obraz mszy świętej, ale również ten cały kontekst historyczny, którym otaczamy dzisiaj księdza Jerzego. Chrześcijaństwo nie jest religią uzdrowień, wskrzeszeń. Ale jest religią nadziei. A więc bądźmy ludźmi nadziei - w jedno będąc z Chrystusem, z którym jesteśmy związani na śmierć i na życie. Gdzie On był związany z Ojcem swoim zawsze tylko na życie. Chodzi o obecność was drodzy w Panu - księży i świeckich, i rodziny. Żegnany przez nas ksiądz prałat odchodzi żegnany w tak bardzo wyjątkowej miłości. Ceniliśmy Go za bardzo wiele cech charakteru. Wyjątkowych, kiedy jawił się przed nami jako człowiek uczynny, niekiedy aż przesadnie grzeczny. Tak się wydawało. To była Jego natura.
Umiał być pogodny w towarzystwie, umiał pokazywać problemy trudne, ciężkie - sam doświadczony w cierpieniu. Przypomnijmy, że przed laty - na początku swojej pracy w Starogardzie pokonał raka. Niebywała sprawa. Zwyciężył nieuleczalną chorobę. Miał za sobą ostatnio trzy operacje ortopedyczne, trudne. Też je pokonał. Zginął w śmierci absurdalnej. Tak się to Jego życie ułożyło. Jesteśmy dzisiaj wdzięczni księdzu prałatowi za wiele jego dokonań. Pewnie trudno jest je pomieścić w tej refleksji homiletycznej, ale choćby niektóre, moim zdaniem najważniejsze. Jest duszpasterzem, który pozostawił po sobie piękne znaki twórczej obecności. Po sprawowaniu swojego pierwszego urzędu proboszcza w Mrocznie koło Lubawy został proboszczem w Działdowie, gdzie uzyskał kościół poprotestancki, na którym ufundowano nową parafię dla Działdowa. To był w tych czasach ogromny sukces.
W czasach górującego ateizmu i komunizmu pozyskał dla Działdowa, dla kościoła, dla wspólnoty i to był po ludzku patrząc sukces. Bo patrząc po Bożemu to była Jego powinność. Potem był czas wejherowski. Być może ta Jego mała Ojczyzna, bo był Kaszubem, nie była dla Niego najważniejsza. Kiedy wakował parafia po śmierci proboszcza Jana Khala poprosił księdza biskupa Mariana Przykuckiego, aby mógł zostać proboszczem tej parafii. I moi drodzy w Panu zaczął się Jego przepiękny okres pracy duszpasterskiej. Także pracy dla kultury, społecznej dla miasta. Ogromna doświadczenie jakiego nabył wcześniej wykorzystał dla tworzenia nowoczesnego duszpasterstwa.
Był wielkim czcicielem św. Wojciecha
Ten pomnik, który stoi tu na placu przedkościelnym, uważał, że musi tu stanąć. I stoi. Potężny pomnik. Przy nim zgromadziła się w tym kościele za czasów księdza prałata Konferencja Episkopatu Polski. To dzięki Niemu św. Wojciech jest patronem Starogardu. Ogromnie to przezywał jako swoją osobistą radość. Ale przecież to była także radość kościoła diecezjalnego. Myślał także o kościele tak gruntownie ostano odnowionym. W tym kościele jest tyle rzeczy zupełnie nowych: posadzka, ołtarz, otoczenie kościoła, pomnik Jana Pawła II, bardzo oryginalny.
Odszedł człowiek wielkiego formatu
Biskup powiedział zwracając się do rodziny księdza, że nie mógł zgodzić się na pochowanie proboszcza w Jego rodzinnych stronach, bo kapłan zbyt wiele znaczył dla starogardzkiego społeczeństwa. Nazwał kapłana ponaddiecezjalnym.
Na cmentarzu Kapiszewskim ceremoniarzem uroczystości był ks. biskup Piotr Krupa.
Tam przemówił ks. infułat Stanisław Grunt, kolega kursowy proboszcza. Mówił o planowanym na przyszły rok jubileuszu pięćdziesięciolecia kapłaństwa. Wspominał wspólny wyjazd na pierwszą parafię. Przemawiał także Giedymin Grubba - dyrektor artystyczny Festiwali Organowych w Pelplinie, których ks. Jerzy był inicjatorem.
Odszedł człowiek wielkiego formatu. Kiedy uczestniczyliśmy w pogrzebie, mieliśmy wrażenie, że dzieje się coś historycznego, doniosłego.
Spoczywaj w pokoju księże Jerzy.
Na koniec dodamy tylko, ze nowo mianowanym proboszczem parafii p.w. Św. Wojciecha został ks. Eugeniusz Lipski z miejscowości Wąglikowice na kaszubach.