W poniedziałek 30 sierpnia na swoje miejsce wróciła wieżyczka tczewskiego magistratu, którą ekipy remontowe zdemontowały w czerwcu br. ze względu na fatalny stan techniczny. Zgodnie z zaleceniami miejskiego konserwatora zabytków, nowa wieża nie mogła odbiegać wyglądem od pierwowzoru.
W sobotnie popołudnie około godz. 12.55 na skrzyżowaniu ulic Pelplińskiej i Pomorskiej, które jest jednym z najbardziej niebezpiecznych i nie lubianych przez kierowców, doszło do tragicznego wypadku.
Z Leszkiem Burczykiem, starostą starogardzkim, rozmawia Piotr Pielecki.
- W szpitalu była prowadzona polityka nakłaniania pracowników do rezygnacji z umów o pracę na rzecz kontraktów. Czyli wyłączenia ich spod ochrony zakresu prawa pracy i ukształtowanie wzajemnych relacji na podstawie prawa cywilnego. Biorąc pod uwagę zakładany proces prywatyzacji, czy jak pan woli mówić, komercjalizacji szpitala, realizowana strategia wydawała się słuszną. Działania te notabene były wykonywane przez panią Beatę Ładyszkowską pełniącą funkcję p.o. dyr. szpitala. Dlaczego więc nie zastosowano tych samych standardów w stosunku do pani Beaty Ładyszkowskiej i z nią również nie zawarto umowy managerskiej na zasadzie kontraktu?
- Trzeba by było zacząć od tego, na czym polega kontrakt i jakie są konsekwencje rozwiązania kontraktu. Kontrakt mógłby się okazać mniej korzystny dla powiatu, aniżeli umowa o pracę, wszystko zależy od warunków w nim zapisanych.
- Pozwoli pan, że się z nim nie zgodzę. Kontrakt jest umową z zakresu prawa cywilnego i strony mogą swobodnie ukształtować jego kształt. Można było np. zawrzeć kontrakt do końca roku 2009 z opcją przedłużenia. Nie byłoby wówczas kwestii odpraw dla pani dyrektor. I kwestii być może znacznie ważniejszej, czyli poczucia nierówności pracowników tego samego zakładu pracy.
- Można faktycznie zawrzeć niekorzystny kontrakt, czy nie korzystną umowę o pracę. Natomiast w przypadku pani Beaty Ładyszkowskiej decyzja, że zawrzemy z nią umowę o prace zapadła praktycznie półtora roku temu, jak została zatrudniona na stanowisku osoby pełniącej obowiązki dyrektora. To, co się stało w sierpniu ubiegłego roku było tylko zmianą stanowiska, czyli zwrot pełniący obowiązki dyrektora zastąpiono określeniem dyrektor. Pozostałe warunki w tym finansowe pozostały bez zmian.
- W sierpniu podpisano w takim razie tylko aneks do umowy z panią Ładyszkowską, czy zawarto z nią nową umowę o pracę?
- Zawarto nową umowę, gdyż tak to wynikało z przepisów.
- Czyli tym bardziej można było podpisać kontrakt.
- Wówczas takiej koncepcji nie wzięliśmy pod uwagę.
- Jak pan odniesie się do kwestii zatrudnienia likwidatora i dublowania jego pracy przez pełnomocnika likwidatora, którym jest pani Beata Ładyszkowska zapewne z wynagrodzeniem dyrektorskim. Czy jedno z tych stanowisk nie jest takim „stanowiskiem na papierze”?
- Wiem, że w przypadku mniejszych przedsiębiorstw często były dyrektor zostaje likwidatorem. Jednak my mamy do czynienia po pierwsze z dużym zakładem pracy, który zatrudnia ponad czterysta osób. Po drugie a może jeszcze ważniejsze założyliśmy sobie bardzo ambitny plan, iż zakończymy proces likwidacji w przeciągu pól roku. Wiele osób mówi, że to nierealne ale na razie wszystko przebiega zgodnie z harmonogramem. Aby osiągnąć zamierzony cel, czyli przeprowadzić proces likwidacji i utrzymać bieżącą działalność szpitala takie decyzje były niezbędne.
- W jakiej formie zatrudnieni są likwidator i jego pełnomocnik?
- Zatrudnieni zostali na umowę o pracę na czas określony.
- Czy pani Ładysz-kowska ma zawartą umowę o pracę jako prezes spółki?
- Tak, taka umowa została zawarta pod koniec stycznia. Taka decyzja była uwarunkowana faktem, iż konieczne jest podjecie szeregu działań zmierzających do uruchomiania działalności spółki, które mam nadzieję, nastąpi już w kwietniu.
- Czy z tego tytułu też otrzymuje wynagrodzenie?
- Tak.
- Czy nie uważa pan, że strzelił pan swoimi decyzjami Platformie Obywatelskiej w przysłowiowe kolano?
- Ja jestem człowiekiem Platformy Obywatelskiej ale pani Ładyszkowska nie ma z Platformą nic wspólnego.
- Ja też uważam, że nie zrobiła nic złego. Po prostu wzięła to, co zaoferował pracodawca. To pan podjął decyzje, które nie są odbierane pozytywnie, czyli zapewne nie wpływają na wzrost popularności Platformy Obywatelskiej.
- Ja mam do przeprowadzenia duży proces i temu są podporządkowane moje decyzje. Rok 2009 jest pierwszym rokiem, kiedy udało się osiągnąć pozytywny wynik finansowy szpitala. Zadłużenie szpitala spadło o kilka milionów złotych przez ostatnie półtora roku, kiedy szpitalem kieruje pani Beata Ładyszkowska i to też trzeba wziąć pod uwagę wypowiadając swoje opinie. Czy nie dostrzega pan pozytywnych zmian jakie zaszły w szpitalu, przeprowadzonych remontów, pozyskanych środków zewnętrznych z Unii Europejskiej w wysokości ponad dwóch milionów złotych. Naprawa szpitala to długotrwały proces, który będziemy mogli ocenić i docenić za kilka miesięcy.
- Panie Starosto szczerze doceniam fakt, że szpital jeszcze w ogóle istnieje, ale według mnie nie jest to zasługa tylko pani Ładyszkowskiej, ale całego personelu szpitala. Chyba zgodzi się pan też ze mną, że władza powinna rozwiązywać konflikty społeczne, a nie je tworzyć poprzez uprzywilejowane traktowanie pewnych osób.
- Nie było niczyim zamiarem powodować jakiekolwiek konflikty. Ja to widzę prościej - była umowa o pracę, którą trzeba było wypełnić.
- Panie Starosto od wszystkich „władza” przez wiele lat oczekiwała wyrozumiałości, ze względu na złą sytuację finansową szpitala. Tą wyrozumiałość wykazywali pacjenci, godząc się na niekiedy bardzo ciężkie warunki, tą wyrozumiałość wykazywali pracownicy szpitala, lekarze, pielęgniarki godząc się na niższe wynagrodzenia i w tym kontekście myślę, że mają prawo czuć się oszukani, gdzie jednej osobie stwarza się relatywnie dobre warunki płacy i zatrudnienia. Myślę, że niestety podkreślę to niestety zmalał znacznie pana mandat do nakłaniania kogokolwiek do jakichkolwiek wyrzeczeń na rzecz szpitala.
Dziękuję za rozmowę.