Rada Nadzorcza Przedsiębiorstwa usług Komunalnych „STARKOM” sp. z o.o. w Starogardzie Gdańskim ogłosiła 01.06.2010 konkurs na Prezesa Zarządu tej firmy. W skład Rady Nadzorczej i komisji konkursowej wchodzą zgodnie z ogłoszeniem następujące osoby: Józef Dębiński, Czesław Milewski, Zbigniew Gołębiewski, Tomasz Czerwiński, Zbigniew Jakubowski, Wiesław Komorowski. Rozmowy kwalifikacyjne odbyły się 8 lipca tego roku.
Kilka faktów na „dzień dobry” „WIEŚCI Z KOCIEWIA” otrzymały wiarygodne informacje już dnia 19 czerwca, że konkurs najprawdopodobniej jest ustawiony i prezesem zostanie Jarosław Gabig. Dotarły do nas również informacje, że prawdopodobnie istnieje plan wyprzedaży majątku firmy poprzez upadłość czyli taka powtórka z „Neptuna”. Naszą wiedzą podzieliliśmy się z Prezydentem Stachowiczem oraz Przewodniczącym Rady Nadzorczej Józefem Dębińskim. Wygląda na to, że obaj panowie nie zrobili w sprawie nic czekając na CUD albo raczej na CBA. Chociaż Józef Dębiński jako prawnik zapewniał nas, że nie wyobraża sobie wyboru Jarosława Gabiga na to stanowisko z powodu toczących się spraw w sądzie z powództwa Jarosława Gabiga przeciwko firmie Starkom. Wybór taki oznaczał by konflikt interesów, gdyż Jarosław Gabig procesował by się sam ze sobą i decydował o wypłacie ewentualnego odszkodowania sam dla siebie. Z naszych informacji wynika, że konkurs wygrał jednak Jarosław Gabig. Za tą kandydaturą opowiedzieć się mieli Czesław Milewski, Wiesław Komorowski i Zbigniew Jakubowski. Czyli spełnił się dokładnie scenariusz, o którym informowaliśmy na wiele dni przed konkursem. Przekazując informacje o „ustawieniu” Prezydentowi i Przewodniczącemu Rady Nadzorczej, informowaliśmy również, jak najprawdopodobniej zagłosują poszczególni członkowie Rady. Wskazaliśmy na osoby Czesława Milewskiego i Wiesława Komorowskiego. Obaj panowie byli osobistymi kierowcami Jarosława Gabiga, parę lat temu, gdy ten dyrektorował firmie Starkom. Po nastaniu nowej władzy z komfortowych warunków samochodów osobowych musieli przenieść się na samochody ciężarowe. Czesław Milewski jako z-ca przewodniczącego Rady Nadzorczej nie krył swojej sympatii dla Jarosława Gabiga, mówiąc o nim jako dobrym szefie. W kwestii spraw sądowych wyraził swoją opinię, iż pan Gabig zapewne wycofa się teraz z tych spraw. Takie twierdzenia niestety nie są poparte żadnymi formalno - prawnymi dokumentami, a wynikają jedynie z bardzo subiektywnej i wręcz sentymentalnej oceny Jarosława Gabiga przez pana Milewskiego i jego wyobrażeń o panu Gabigu, które można raczej zakwalifikować do „pobożnych życzeń” . Takie zachowanie wyraźnie wskazuje jednoznacznie na stronniczość podejścia do jednego kandydata. Tym bardziej, że jak przyznał Czesław Milewski jest zwykłym kierowcą i nie ma pojęcia o zagadnieniach prawnych, kwestii zarządzania firmą czy o rachunkowości firmy. W związku z tym stawiamy pytanie - jeżeli nie był on wstanie ocenić wartości merytorycznej kandydatów, to czym się kierował w ich ocenie jak nie prywatną sympatią i sentymentem? Czesław Milewski potwierdził również, iż osobą związaną z Jarosławem Gabigiem jest inny członek Rady Nadzorczej, Wiesław Komorowski. Gabig z wodą w ustach Poproszony o komentarz w tej sprawie Jarosław Gabig, zwykle człowiek bardzo elokwentny i rozmowny nabrał wody w usta. Zapytaliśmy, czy jego zdaniem nie podpada pod swoisty konflikt interesów złożenie swojej kandydatury na prezesa firmy, przeciwko której wystąpił z powództwem. „Odmawiam komentarza w tej sprawie. Jestem na urlopie.” – powiedział. Czego lub kogo boi się Czesław Milewski Dziwnym zbiegiem okoliczności pół godziny po naszej rozmowie czy tez próbie rozmowy z Jarosławem Gabigiem zadzwonił do naszej redakcji Czesław Milewski i stanowczym głosem oświadczył, że zabronił komukolwiek z Rady Nadzorczej rozmawiać z nami. To dosyć dziwne zachowanie, jak na człowieka, który dwie godziny wcześniej mało co wiedział i był bliski płaczu. Czyżby otrzymał nowe instrukcje? Pan Milewski zdaje się również zapominać, że nakładając embargo informacyjne na członków Rady Nadzorczej spółki miejskiej łamie prawo…A może, jak w większości spraw których się podjął – jest tego nieświadomy…Wszak na każdym kroku podkreśla, że jest tylko „prostym człowiekiem”.
Takie sobie uchybienia… Owo informacyjne embargo miało swoją przyczynę. W poniedziałek 12 lipca zwołano nadzwyczajne posiedzenie Rady Nadzorczej, na którym prezydent Wojciech Pomin wręczył odwołanie Zbigniewowi Jakubowskiemu. Na jego miejsce został powołany Marek Rykaczewski, prawnik zatrudniony na umowę zlecenie w Urzędzie Miasta. Czesław Milewski natomiast nie jest już przewodniczącym Rady. Skąd takie zmiany? Okazuje się, że członkowie komisji rekrutacyjnej rzadko „korzystali” z regulaminu wyboru nowego prezesa. Między innymi trzech z „komisyjnej” piątki nie „punktowało” kandydatów. Czy panowie chcieli zaoszczędzić sobie papierkowej roboty, skoro i tak kandydaci, którzy nie nosili nazwiska „Gabig” byli już na starcie bez szans? Według tego, co mówi prezydent Pomin punktacja została dostarczona do UM dopiero w poniedziałek 12 lipca. Na wyraźne żądanie prezydenta (nie jest to do końca zgodne z tym, co mówi odwołany w poniedziałek Zbigniew Jakubowski, o czym poniżej). Była to jednak przysłowiowa „musztarda po obiedzie”. Pozostając przy kulinarnych porównaniach – mleko się wylało. Rada złamała co najmniej trzy punkty regulaminu. Pierwszy mówi o tym, że każdy członek Rady Nadzorczej zadaje kandydatom pytania i ocenia odpowiedzi w sposób indywidualny i niejawny w skali od 1 do 10. Pytania w przypadku każdego kandydata są te same. Podsumowania dokonuje się tuż po zakończeniu przesłuchania. Drugi punkt dotyczy tego, że Rada Nadzorcza ustala kolejność kandydatów oceniając ich predyspozycje, wiedzę i kwalifikacje w zakresie niezbędnym do stanowiska, o które się ubiegają. Punkt kolejny mówi, że z przebiegu postępowania Rada Nadzorcza sporządza protokół, który przyjmuje w formie uchwały. Taka uchwała jest niezbędna, aby postępowanie uznać za zakończone. Kolejna uchwała, którą należałoby podjąć dotyczy wyłonienia kandydata wraz z uzasadnieniem tej, a nie innej kandydatury oraz oceną wszystkich kandydatów biorących udział w konkursie. Kandydatom nie dano kopii regulaminu. Konkurs w którym zwycięzcą stosunkiem głosów 3:2 został Jarosław Gabig unieważniono. Wielowątkowość sprawy staje się już niewątpliwa. Pojawia się bowiem jeszcze jedno nazwisko z tych „namaszczonych”. Tyle, że przez inne ręce. Tu istnieje wskazanie na kandydata z Tczewa, pana Rafała Etmańskiego. Ale pewności co tego nie ma…Sam zainteresowany zaprzecza zdecydowanie. – O konkursie dowiedziałem się z ogłoszenia w prasie. Przystąpiłem do niego bo po prostu potrzebuję pracy, a mam odpowiednie doświadczenie aby ubiegać się o to stanowisko. Niespodziewana zmiana miejsc O rozmowę poprosiliśmy Zbigniewa Jakubowskiego, jedynego po kontrowersyjnym wyborze odwołanego członka Rady Nadzorczej. - Czuję się czarną owcą – mówi Zbigniew Jakubowski.- Prezydent Pomin odwołując mnie nie podał przyczyn. Stwierdził tylko, że jako wspólnik ma takie prawo. To trochę nie fair. Jeśli nie ma powodów odwołania to jest dziwne. Dostałem tylko akt. Prezydent nie przedstawił nawet pana z którym przyszedł. Powiedział tylko kim jest i podał nazwisko – Rykaczewski. Ten pan wszedł na moje miejsce. - Czy znał pan regulamin konkursu? - Na temat regulaminu i pytań – stworzył je pan Dębiński. I po prostu je przyniósł. Pytania zostały zadane przez poszczególnych członków Rady, ale nie było ich w arkuszu oceniania kandydatów. Tak naprawdę nie mieliśmy nic do powiedzenia. - Czy starły się tu dwie siły? - Nie chciałbym spekulować. Jasne jest, że każdy chce wygrać. Nie jest tajemnicą że pan Gabig procesuje się ze spółką. Przed konkursem, na jednym z posiedzeń Rady Nadzorczej pan Dębiński przyniósł wszystkie wyroki. Rada Nadzorcza została o nich poinformowana. - Był przeciek do mediów. - Jak to się stało, nie wiem. Pan Dębiński złamał prawo. Konkurs nie został sklauzolowany prawnie, a pan Dębiński „wystawił” mediom pana Milewskiego. Inicjatywa o wyłączeniu osoby Dębińskiego z postępowania rekrutacyjnego nie wyszła od pana Dębińskiego, tylko od Rady. Ta decyzja nie podobała się panu Dębińskiemu. Sam pan Gabig na przesłuchaniu kandydatów powiedział, ze został zaproszony przez pana Dębińskiego na rozmowę. Jej treści nie ujawnił. Dziś (wtorek) pracownicy zapytali dlaczego mnie odwołano. Dębiński stwierdził, że zaniedbałem punktacji. Sporządziłem ją nieco później, musiałem ją przemyśleć. Ale dopełniłem tego. Nie pamiętam dokładnie kiedy, ale na pewno w piątek, 9 lipca. Tymczasem data mojego odwołania to 9 lipca. Trzeba zaznaczyć że wszelkie dokumenty związane z konkursem miały być dostarczone do p. prezydenta do godz.9,00 dnia 12 lipca, więc wtedy miałby wiedzę czy wszystko z konkursem jest ok.! A tymczasem data mojego odwołania to 9 lipca ,więc można tylko zastanawiać kto i w jaki sposób przekazał wszystkie informacje jeżeli nie zrobił tego prowadzący konkurs p. Milewski. Na moją wiedzę przy stole rekrutacyjnym nikt naszych głosów nie liczył. Uważam że postąpiłem uczciwie oddając głos w tajnym głosowaniu na jednego z kandydatów. Jeśli ja zostałem odwołany to powinni zostać odwołani panowie Czerwiński i Gołębiewski. Milewski i Komorowski to członkowie załogi, tu procedury są inne. Odwołanie powinno dotyczyć także pana Dębińskiego. Nie było zliczania punktacji. Odbyło się wyłącznie tajne głosowanie. Tak szybkie odwołanie mnie i przewodniczącego Rady Nadzorczej i przewrócenie wszystkiego co nastąpiło po konkursie ma chyba jakieś tło polityczne. Muszę przyznać, że wiele czasu i uwagi pan Dębiński poświęcił kandydaturze pana Gabig. - Czy były pana zdaniem inne wskazania co do kandydatur? Takie „typy” innych osób? - Trudno mi powiedzieć. Kandydaci odpowiadali dość różnie na pytania przygotowane przez Dębińskiego. Jeden odpowiadał płynnie, jakby otworzył książkę. Inny odpowiadał merytorycznie, jakby rozumiał co mówi, trzeci żonglował wiedzą, ale trochę nadrabiał monologiem, czwarty wypadał słabo. Jeśli prezydent czyni takie przeszeregowania w Radzie, anuluje konkurs i za to wszystko płacę ja, to jest to co najmniej niejasne. Czuję się jak kozioł ofiarny. To są zwyczajnie próby nacisku. Bez oceny prawnej. Takim brakiem oceny jest brak podania przyczyn. Nie czuje się odpowiedzialny za tą całą sytuację. Dlaczego nie rozlicza się Rady, a jedynie mnie? Zrobiono mi krzywdę. To jest obraza dla członka Rady Nadzorczej. Jeśli prezydent bał się podać przyczynę mógł to zrobić przynajmniej zgodnie z prawem. To był wybór dokonany przez RN, ciało kolegialne, a nie jednego z członków. Nie czułem poprzednio nacisków. A właściwie stwierdzam, że jestem człowiekiem, który im nie ulega. Wiem, czym realnie grozi uleganie naciskom. - Czego boi się Milewski? - Nie o to chodzi, że się boi. W tych zawirowaniach, jakie mają miejsce chciałby być może zachować się do końca zgodnie z literą prawa. Tak było także wtedy, kiedy sprzeciwił się udziałowi Dębińskiego w procesie rekrutacji. - Miał pan już doświadczenia w prowadzeniu rozmów kwalifikacyjnych? - Tak. - Wszystko jest tajne? - Tak. I nawet jeśli wejdą w to różnego rodzaju służby – nic nie zrobią. Jeśli ktoś odpowie to tylko ci, którzy to ewentualnie ustawiali. - Samo odtajnienie dokumentów nie pomoże? - Nie. Ponieważ wszystko zostało przeprowadzone zgodnie z prawem. - Jak skomentowałby pan tą całą sytuację? - Uważam, że załoga Starkom nie zasługuje na takie zawirowania polityczno – gospodarcze w spółce. Twierdzę, że wspólnik powinien dbać o dobro spółki, a nie przez swój wpływ na RN i takie działania, jakie podjął prezydent powodować realne zagrożenie dla jej funkcjonowania. Pytania trudne. Nie zawsze wygodne… Czy w wyborze prezesa Starkom – u starły się dwie siły? Wiele faktów zdaje się na to wskazywać. To czyni z rekrutacji w spółce miejskiej sprawę o wyraźnym podtekście politycznym. Co dalej? Jasnym jest, że wakat na stanowisku prezesa jest na dłuższą metę dla przedsiębiorstwa paraliżujący. Nerwowe ruchy prezydenta „na ciele” Rady Nadzorczej to bardziej pokaz próby sił, niż realne rozwiązania. Nikt nie chce mówić na temat procedur, które zostaną podjęte w najbliższym czasie. Może zastanawiać także, dlaczego w rozmowie z nami Józef Dębiński nie powiedział, że był raczej niezadowolony z faktu że odsuwa się go od procedur związanych z rekrutacją kandydatów. To odsunięcie było poniekąd naturalne. Jako p.o. prezesa Zarządu musiał być wyłączony z prac Rady. Dziś może odczuwać z tego powodu pewne zadowolenie. Ale w momencie wyłączenia go z Komisji Rekrutacyjnej zadowolony nie był. Z pewnością sprawy, której przyglądamy się bacznie od kilkunastu dni nie zostawimy bez „czujnego oka”. Nasze dywagacje Jeśli chodzi o polityczny odcień wydarzeń wydaje się, że rozpoczęło się od nagonki prasowej na ówczesnego dyrektora spółki, Kazimierza Borowskiego w lokalnym tygodniku, gdzie radny Tomasz Walczak wiódł prym. Celem nagonki było usunięcie Borowskiego ze stanowiska. Udało się. W trakcie dynamicznych działań w firmie Starkom podjętych przez prezydenta Pomina w ostatnim czasie radny Tomasz Walczak według naszej wiedzy zwrócił się do niego z pytaniem, czy aby nie bierze sobie zbyt wiele na głowę. Na głowie władz miasta ciąży w ostatnim okresie sporo. Wprawdzie radny Walczak słowem nie zająknął się na temat Starkom – u, ale biorąc pod uwagę nawał innych spraw i szczególny okres dla spółki, takie pytanie można by potraktować jako groźbę, mającą na celu zaprzestanie przez prezydenta działań, wynikających z uprawnień prezydenta. A może radny Walczak chciał „delikatnie” wytknąć władzom nieudolność, jaką w jego pojęciu wykazują? Tajemnicą poliszynela jest, że panowie Walczak i Gabig znają się nie od dziś… Mieczysława Krzywińska – z pomocą Przyjaciół Wypowiedzi Zbigniewa Jakubowskiego są autoryzowane