STARKOM ma nowego prezesa. W dniu 26 sierpnia umowę o pracę w tej spółce podpisał Rafał Etmański z Tczewa, wyłoniony na to stanowisko na skutek konkursu przeprowadzonego 16 sierpnia. Regulamin konkursowy tym razem zawierał klauzulę uniemożliwiającą start na to stanowisko osobom pozostającym w konflikcie ze spółką. Czy jednak znowu czegoś…
W sobotnie popołudnie około godz. 12.55 na skrzyżowaniu ulic Pelplińskiej i Pomorskiej, które jest jednym z najbardziej niebezpiecznych i nie lubianych przez kierowców, doszło do tragicznego wypadku.
Policjanci ze Starogardu Gdańskiego wyjaśniają okoliczności dwóch tragicznych wypadków drogowych, które wydarzyły się 9 sierpnia na autostradzie A-1, nieopodal miejscowości Brzeźno w powiecie starogardzkim.
Z rycerzami Starogardzkiego Bractwa Rycerskiego – Radosławem Spychalskim tytularnym Mistrzem Bractwa, Maciejem Tkaczykiem, Markiem Ruśniakiem oraz z będącą w nowicjacie Martą Karwowską, rozmawia Mieczysława Krzywińska.
- Co to znaczy być w bractwie rycerskim? - Nasze Bractwo istnieje od 15 lat. Każdy z nas na co dzień stara się wyglądać jak rycerz, naśladować średniowiecze. Zainspirowały nas książki, filmy, nawet gry komputerowe. Generalnie odtwarzamy średniowiecze w każdym aspekcie – to nie tylko walka, ale też zabawy, rzemiosło, wyprawy eksperymentalne, kuglarstwo. - Ilu rycerzy liczy bractwo? - Rycerzy pasowanych jest trzech. Członków 15, w nowicjacie też jest 15 osób. Kobiet należy do bractwa około 10. Rycerze pasowani to osoby, które od wielu lat się w to bawią. Jeden pasowany był w 2002 r., jeden w ‘96, jedno pasowanie odbyło się w tym. Rycerz pasowany to już coś. W bractwie generalnie są wojownicy, członkowie bractwa. Dla zwykłych ludzi rycerz to rycerz. A to nie jest takie proste. Staramy się zachować hierarchię taką, jaka obowiązywała w średniowieczu. - Byliście w tym roku pod Grunwaldem. Braliście udział w jubileuszowej inscenizacji. - Pod Grunwald nasze Bractwo jeździ od początku. Ja byłem 9 razy - mówi mistrz Radosław Spychalski. - Jeździmy też na inne turnieje. W sezonie praktycznie co tydzień jest jakaś tego typu impreza. Staramy się jeździć na wszystkie. To są różne turnieje – w Gdańsku, Malborku. Pojechaliśmy nawet do Bolkowa i pod Warszawę. U nas w Starogardzie też odbyły się dwa turnieje - w 2006 i w 2007 roku. Braliśmy też udział w kilku inscenizacjach. Jeśli impreza jest dobrze nagłośniona bractwa się zjeżdżają. Ale to jest pewien warunek – jeśli się odpowiednio wydarzenia nie wypromuje, frekwencja bractw jest niska.
- To chyba dosyć kosztowne hobby? - To jest bardzo drogie hobby. Ci którzy w tym roku weszli do bitwy grunwaldzkiej musieli zapłacić z własnej kieszeni po ok. 2 tys. zł. A przecież nie wszyscy pracują. Niektórzy studiują, uczą się w liceum. - Czy wartości rycerskie, zasady obowiązujące w średniowieczu stosujecie w życiu codziennym? - Staramy się. Ludzie często myślą, że bycie w bractwie to tylko walka, że spotka się kilku gości i będą się lać. A my także tańczymy. W innych bractwach robi to niewielu. Musimy sporo się uczyć, czytamy, poznajemy język średniowiecza. Na turniejach czasami mówi się inną składnią. Do bractwa nie przychodzą tylko ci, którzy lubią się naparzać. Ważny jest też etos. Należymy do Kapituły Rycerstwa Polskiego i wyznajemy regułę rycerską spisaną na początku lat 90. w Gdańsku –reguła zawiera kodeks rycerski i zasady zachowania się przy stole i na turniejach. Po przejściu nowicjatu jest też egzamin ze znajomości zasad i reguł oraz hierarchii panującej w bractwie. To motywuje do działania. I bynajmniej nie chodzi tu o zakuwanie historii. - Czy ten etos stosujecie w życiu? - Staramy się kierować pewnymi zasadami w naszym codziennym życiu. Trzeba mieć dużo odwagi aby np. pomóc komuś nieść zakupy, reagować na wulgaryzmy. Kiedyś pani wyszła ze sklepu obładowana siatkami. Pomogłem jej, była zdziwiona skąd biorą się tacy ludzie. To nas podbudowuje. - Jak było na tegorocznej inscenizacji pod Grunwaldem? - Mówiono że za mało się nawalczyliśmy, że było za mało starć. Ale ludzie klaskali, robili zdjęcia, był podziw i dlatego to wszystko robimy. To dowód na to, że walka nie jest najważniejsza. - A jak wam, jako odtwórcom się podobało? - Nie podobało nam się. Pogoda była najgorsza z tych, jakie mieliśmy przez te wszystkie lata. Pod zbrojami się gotowaliśmy. W dzień bitwy karetka nie wyłączała sygnału. Rycerstwo dźwigało duży ciężar. Zbroja waży – od 20 do 40 kg. Wykonana jest z różnych materiałów. Te najwcześniejsze zrobione są ze skóry, późniejsze z kolczy czyli stalowych kółeczek, najcięższe są płytowe - odwzorowane na tych z końca średniowiecza. Dziś wykuwamy zbroje ze zwykłej blachy. Trzeba też dodać, że niestety organizatorzy ze strony infrastruktury zupełnie nie popisali się. Ruch samochodowy był całkowicie sparaliżowany. Po zejściu z pola bitwy widzieliśmy auto które przez 3 godziny przejechało 30 m. Brakowało wody w myjkach i prysznicach. Za wodą pitną stały 30 metrowe kolejki. Jesteśmy zadowoleni z siebie – w obozie nasze bractwo zbudowało palisadę, wieżę strażniczą. My przyjechaliśmy już na gotowe. Bractwo sprawiło mi niespodziankę – po przyjeździe stanęli w klin w strojach bractwowych. Przywitali mnie chlebem i solą i wręczyli buławę, która w symbolice stoi bardzo wysoko. Nawet nie byłem przebrany, na takie powitanie. Czułem się jak prawdziwy mistrz.
- Jak chcielibyście pozdrowić starogardzian? - Starogardowi po trzykroć sława i chwała! Białogłowom życzymy, aby ich rycerze wracali zawsze w jednym kawałku. Na polu bitwy to kobiety mają największe znaczenie. To markietanki biegające i dbające o to, aby napoić walczących, przemyć im czoło. Gdyby nie one, wielu nie wytrzymałoby ostatniej bitwy grunwaldzkiej. A często są niedoceniane, pomijane. Co do rycerzy - niech zawsze z każdego starcia wracają z tarczą, nie na tarczy. - Dziękuję za rozmowę.