STARKOM ma nowego prezesa. W dniu 26 sierpnia umowę o pracę w tej spółce podpisał Rafał Etmański z Tczewa, wyłoniony na to stanowisko na skutek konkursu przeprowadzonego 16 sierpnia. Regulamin konkursowy tym razem zawierał klauzulę uniemożliwiającą start na to stanowisko osobom pozostającym w konflikcie ze spółką. Czy jednak znowu czegoś…
W sobotnie popołudnie około godz. 12.55 na skrzyżowaniu ulic Pelplińskiej i Pomorskiej, które jest jednym z najbardziej niebezpiecznych i nie lubianych przez kierowców, doszło do tragicznego wypadku.
Policjanci ze Starogardu Gdańskiego wyjaśniają okoliczności dwóch tragicznych wypadków drogowych, które wydarzyły się 9 sierpnia na autostradzie A-1, nieopodal miejscowości Brzeźno w powiecie starogardzkim.
Do naszej redakcji zadzwonił wiceprezes ogródków działkowych „Relaks” na Hermanowie, Roman Beyer z prośbą o interwencję. Na terenie jednej z działek zdechł pies. Według słów pana Beyera pies został przywiązany w miejscu słonecznym i pozostawiony w upale bez wody i pożywienia. W upale ciało psa rozkłada się szybko, a nie ma go kto usunąć. Pojechaliśmy.
Czekali na nas wszyscy członkowie Zarządu „Relaksu” oraz radny Kurkowski. - Ten pies należy do Gracjany S. – powiedział pan Beyer.- Właścicielka go zawsze zaniedbywała. Często biegał luzem, stwarzał zagrożenie. To duży pies. Baliśmy się go. Był agresywny. - Na jakiej podstawie stwierdzacie panowie tą agresję?- zapytaliśmy. - No biegał i szczekał. - Zaatakował kogoś? - Tak. Raz pogryzł człowieka. - Zostało to zgłoszone? - Nie, bo ten pogryziony nie chciał. Był wtedy nietrzeźwy, wie pani… - A poza tym? Były jakieś zdarzenia? - Co pani nam tu sugeruje?- panowie wyraźnie się denerwują. – Ta pani nie miała już prawa do działki. Jak ten pies biegał po zimie myśmy skierowali sprawę do Sądu Grodzkiego. Że za działkę nie płaci. Zapłaciła, a z psem dalej nic nie robiła. Podjęliśmy uchwałę Zarządu z wezwaniem do opuszczenia działki. - Na waszych oczach konało zwierzę. Czy wtedy też było agresywne? - Są przepisy i koniec! Pies powinien mieć kaganiec i być na uwięzi. Nikt nam nie chce pomóc. W zimie, kiedy stał głodny zadzwoniliśmy do schroniska. Zabrali go, a po pięciu dniach już był z powrotem. Ostatnio też prosiliśmy o pomoc. Powiadomiliśmy Straż Miejską. Nie zrobili nic. Właścicielka uwiązała psa, by się nie szwendał i całą sytuację zepchnęła na Zarząd! - No ta dziewczyna to była do tego psa przywiązana…- mówi nagle jeden z panów. - Co ty gadasz! Nie była! – szybko oponują pozostali. Zaległość pani Gracjany za rok ubiegły została uregulowana. W tym roku trzeba zapłacić 100 zł. To zbyt mała zaległość, aby Zarząd mógł podjąć uchwałę o wymówieniu użytkowania działki. Zaległość musi trwać co najmniej trzy lata. Dlaczego Zarząd w pośpiechu podejmuje uchwałę niezgodną z prawem? Niewiadomo. Ktoś temu psu pomógł Po naszym telefonie na działki przyjeżdża kierownik schroniska OTOZ, pani Aleksandra Pawlak z jednym z pracowników. Są wstrząśnięci wiadomością, że pies nie żyje. - Znam właścicielkę – mówi pani Aleksandra.- I psa znam. Rzeczywiście w zimie było zgłoszenie, że wygłodzony pies przebywa na działkach. Zabraliśmy go, ale wygłodzony to on na pewno nie był. Śmiało mogę powiedzieć, że był w dobrej kondycji. Poza tym był bardzo związany z właścicielką. Nie przyjmował pokarmu od pracowników schroniska, więc pani S. codziennie przychodziła go karmić. Bardzo chciała zabrać go z powrotem. Widać było silny emocjonalny związek między psem, a człowiekiem. Kiedy go zabieraliśmy w altanie w której spał było mnóstwo jedzenia – sucha karma, mięsne puszki. Zupełnie wystarczało, jeśli właścicielka zaglądała do niego co drugi dzień, zostawiała wodę do picia i pełną miskę. A że tak było, świadczyła kondycja psa. Wydaje mi się, że była tu nagonka na tych ludzi (właścicieli działki – red.). A zwierzę zapłaciło. - Oj, panowie – mówi pracownik schroniska towarzyszący pani kierownik – mnie się wydaje, że ktoś temu psu pomógł… - Kiedy zabieraliśmy stąd psa w zimie rozmawialiśmy z jedną rodziną stale zamieszkującą na terenie działek – mówi Aleksandra Pawlak. – Ci ludzie mówili, że pies, nawet jak był puszczony luzem nigdy nie opuszczał terenu działki. Miał silny instynkt stróża. Pies nie był przywiązany w miejscu nasłonecznionym. Był na długim, mocnym łańcuchu przymocowanym do futryny altany. „Do dyspozycji” miał miękką kanapę zakrytą czystą kapą. Altana jest murowana, dobrze ocieniona. Przed wejściem stoi naczynie z czystą wodą. Pies leży wewnątrz altany w nienaturalnej pozycji – skurczony, z głową podciśniętą pod klatkę piersiową, z podkurczonymi łapami. Widać, że cierpiał. Tak nie wygląda zwierzę konające z gorąca. U upale ciało psa byłoby maksymalnie wyciągnięte, jakby chciał zwiększyć jego powierzchnię. Poza tym nie kona się z upału w cienistej altanie… - Czy powiadomiliście panowie właścicielkę?- pyta kierownik schroniska. - Nie, bo nie mamy numeru telefonu.
Ustalamy, że członkowie Zarządu mają z całą pewnością adres pani S. Dlaczego nikt z nich nie pofatygował się do właścicielki, aby usunęła rozkładające się w upale ciało? Dlaczego natychmiast powiadomili media? Dlaczego postanowili na własną rękę podjąć działania zmierzające do tego, aby pies z działek zniknął? Po odjeździe naszym i kierowniczki schroniska, ta powiadomiła Starkom o konieczności uprzątnięcia ciała psa. Tego samego dnia po południu do naszej redakcji przyszła zapłakana Gracjana S. z narzeczonym. Wcześniej poszli na działki, aby nakarmić psa. Znaleźli tylko łańcuch i mnóstwo sierści. - Od pani Pawlak wiemy, że zajęła się pani tą sprawą. Naszą Kulę zabrano i leży teraz w śmietniku przy spalarni. W Starkomie powiedzieli, że możemy ją zabrać, jeśli chcemy. Chcemy, bo na pewno zlecimy sekcję. Podejrzewam, że Kula została otruta, albo zabita. Po to, aby nas z tych działek przepłoszyć. Dzwonimy na Policję, z prośbą o interwencję. Policjanci reagują natychmiast. Jadą do Starkom, załatwiają transport Kuli i zlecają sekcję. Zachodzi realne podejrzenie popełnienia przestępstwa. Została zlecona szczegółowa sekcja zwłok na koszt państwa. Pani Gracjana i jej towarzysz oddychają z ulgą. Ale Kuli już nie ma… - To był bardzo mądry pies – mówi przez łzy pani Gracjana.- Po szkoleniu policyjnym. Do nas trafiła, kiedy miała 5 lat. I od razu nas zaakceptowała. Kłopot z nią był tylko jeden – nie chciała być w domu. To mieszaniec owczarka kaukaskiego, z gęstą sierścią i podszerstkiem. Kiedy w zimie urządzono na nas tą nagonkę, a Kula trafiła do schroniska zabrałam ją do mieszkania. Absolutnie tego nie zaakceptowała. Działki to był jej teren. Agresywna absolutnie nie była. To bzdura. Domyślam się skąd wziął się konflikt miedzy mną, a Zarządem. Jeden z członków rozpowiada, że chciałby tam sobie postawić gołębniki. Na działce jest piękna altana, drzewa owocowe. To łakomy kąsek. Zalegałam z opłatami, ale nie przekroczyłam 3 letniego terminu. Jednak to stało się pretekstem do działań dla tych panów. To, no i Kula. Dziewczyna nie chce oglądać zdjęć martwego psa, jakie wykonaliśmy na działkach. Płacze niemal histerycznie. - Nie zostawię tak tego. Nie daruję im. Dlaczego jej to zrobili… Jak tylko nadejdą wyniki sekcji zwłok Kuli sprawa doczeka się na naszych łamach ciągu dalszego. Życia Kuli nic już nie wróci, ale może chociaż jej śmierć będzie przestrogą – dla tych, którym czworonogi w niewytłumaczalny sposób „przeszkadzają” i dla ich właścicieli. Może na swoich ulubieńców trzeba czasami zwracać baczniejszą uwagę. Człowiekowi, który kocha swoje zwierzę, wydaje się oczywiste, że nikt nie powinien go skrzywdzić. Niestety – czasami ludzie rozumni gotują czystej miłości, jaką jest pies taki los, którego sobie samym by na pewno nie życzyli.