Odkąd pani dyrektor (a obecnie prezes) Beata Ładyszkowska objęła „władzę” w starogardzkim szpitalu zwanym szumnie Kociewskim Centrum Zdrowia nasza Redakcja przestała „mieć szczęście” w kontaktach z Placówką. A właściwie przestała „mieć kontakty”. Zapewniamy – nie z naszej winy.
Od czego się zaczęło? Trudno powiedzieć. Może od tego, że wykryliśmy, jak w trakcie przekształceń pani dyrektor wypłaciła sobie odprawę. A może od tego, że jej „pijarowiec” odradził kontakty z nami? Nasz redakcyjny kolega zaproponował jakiś czas temu pani Beacie Ładyszkowskiej udział w cyklicznym wywiadzie „Piotr i Ona”. Wszak jest pani prezes postacią ciekawą, kobietą dynamiczną, piękną, zaradną i pomysłową. Do cyklu pasowała, jak ulał…Na propozycję odpowiedziała, że musi zapytać swojego „pijarowca” czy powinna…Uzyskała odpowiedź, że nie powinna i przestała nas lubić ostatecznie.
U drzwi twoich… Nie raz próbowaliśmy kontaktować się z panią prezes – bez skutku. Centrala łączyła nas z sekretariatem, a pani sekretarka na hasło „Wieści z Kociewia” odpowiadała, że pani prezes albo nie ma, albo jest okrutnie zajęta. Nałożono na nasza gazetę swoiste embargo informacyjne – nie powiadomiono nas o otwarciu oddziału kardiologicznego, a ostatnio o oddaniu położnictwa dowiedzieliśmy się z…relacji w innych mediach. Usiłowaliśmy to wyjaśnić. Centrala łączyła, sekretariat nie odbierał. Wreszcie poprosiliśmy panią z Centrali, aby sprawdziła, czy w sekretariacie w ogóle ktoś pracuje. Pani sprawdziła – sekretarka i pani prezes były na miejscu. Uzyskaliśmy połączenie, ale przyjętemu już widać zwyczajowi stało się zadość – pani sekretarka oświadczyła, że prezes Ładyszkowska z „Wieściami z Kociewia” na pewno rozmawiać nie będzie.
Bezcenny wizerunek pani prezes Wykombinowaliśmy, że pani prezes, choć niewątpliwie wielka, musi jednak mieć jakiegoś zwierzchnika. Zadzwoniliśmy do starosty Leszka Burczyka, aby jakoś panią prezes zdyscyplinował. Starosta był zaskoczony tym, że nie otrzymaliśmy informacji o otwarciu po remoncie oddziału położniczego. Był pewien, że wszystkie lokalne media zostały o tym poinformowane, a już największa gazeta na Kociewiu na pewno. Początkowo czynił nam zarzut z tego, że tam nie byliśmy. – Szukacie tylko sensacji, a o dobrym nie piszecie! – Jednak kiedy poznał przyczynę naszej nieobecności, zarzut wycofał. Stwierdził jednak…że nie może wymóc na pani prezes, aby zdjęła z nas embargo informacyjne. A już sam fakt, że takie embargo jest, wskazuje na to, że i jakaś sensacja się za tym czai…A my, panie Starosto od tego jesteśmy, aby ją znaleźć i upublicznić. Poza tym w naturalny sposób nasuwa się szereg pytań. Czy podległe pani prezes Beacie Ładyszkowskiej Kociewskie Centrum Zdrowia ma opracowany dokument pod nazwą Polityka Informacyjna Placówki? Czy pani prezes Beata Ładyszkowska potrzebuje na swoim stanowisku „pijarowca”? Jeśli już niezbędnie go potrzebuje, to z jakiej puli go opłaca? Czy jako osoba publiczna ma prawo odmawiać informacji i chronić dzielnie prawa do swojego bezcennego wizerunku? Dlaczego pani prezes pytana o treść i warunki umowy zawartej z TK Medica działającej na terenie szpitala stanowczo odmawia jej okazania? Dlaczego treści tej umowy nikt właściwie nie zna – ani Starostwo, ani działająca do niedawna Rada Społeczna Szpitala? Czy istnieje na tym świecie osoba, która ma uprawnienia do zdyscyplinowania pani prezes Ładyszkowskiej i wyciagnięcia konsekwencji z jej postępowania?
Dokąd sięgnie pomysłowość? Nowy oddział położniczy jest przecudnej urody. Media, które pani prezes lubi i szanuje, ponieważ one „nie szukają” żadnych sensacji i grzecznie relacjonują to, co pani prezes wraz z pijarowcem im podają, opisały nowy oddział szumnie i ładnie. Jego remont trwał symbolicznie – tyle, co prawidłowo przebiegająca ciąża. Czyli o jakieś marne pięć miesięcy dłużej niż zapowiadano. W tym czasie kobiety rodziły i po porodach przebywały w warunkach urągających elementarnym zasadom higieny Nikt z zaproszonych oczywiście tego pani prezes nie śmiał wytknąć, albo choćby o przyczyny opóźnienia zapytać. Mniejsza o to. Oddział wreszcie jest i to jaki! Tylko zastanawia jedno – dlaczego na nowo wyremontowanym oddziale nagle drastycznie skurczyła się obsada lekarska? Położnictwo i ginekologię obsługuje od niedawna…dwóch lekarzy. Z resztą pani prezes raczyła się rozstać. Odeszła także oddziałowa…. Tak sobie tylko dywagujemy i stawiamy pytania. Oddział powstał za publiczne pieniądze. Standardy wzrosły niezaprzeczalnie. Ale jeśli zabraknie wysoko wykwalifikowanego personelu medycznego, to oddział nie będzie mógł pracować. Czy pani prezes, kobieta pomysłowa i przedsiębiorcza poszuka wówczas innych rozwiązań? Czy wpadnie na pomysł dajmy na to wydzierżawienia w prywatne ręce oddziałów? I będzie prywata bez prywatyzacji? Możliwe. Ale zaznaczamy – tak sobie tylko dywagujemy.
Będę się obrażać. Bo co?!!! Szereg postawionych pytań wymaga jednak weryfikacji. Ani siebie, ani Czytelników nie chcemy pozostawiać w niepewności. Wybraliśmy się z niezapowiedzianą wizytą do pani prezes Ładyszkowskiej. Chcieliśmy wizytę wprawdzie zapowiedzieć, ale nie dano nam na to szansy. Poniższy zapis jest niemal stenogramem z nagranej „rozmowy”. - Dzień dobry, jesteśmy w trakcie pisania materiału na temat szpitala. Chcieliśmy zadać pani kilka pytań. Dlaczego na naszą redakcję zostało nałożone embargo informacyjne? - Jakie embargo? Jest nasza strona internetowa i o tym co się dzieje w szpitalu jest napisane na stronie. - Inne media zostały poinformowane o otwarciu położnictwa po remoncie. Wybiera pani sobie media do współpracy? - A nie mam prawa? Sposób, w jaki panie rozmawiają nie podoba mi się i mnie obraża. Działamy na zasadzie spółek handlowych i nie musimy informować każdego. A pani to do mnie wydzwania wieczorami. Zanim panie nie dostosują swoich zachowań do wymaganej przeze mnie struktury nie będziemy rozmawiać! Macie dostęp do naszej strony i jest pani Magda Biedrzycka. Możecie pisać maile i dostaniecie odpowiedź, ale nie za 15 minut! Działamy na zasadach spółek handlowych, a w sposób w jaki panie rozmawiają mnie obraża. - Stawia nam pani zarzuty, że o dobrym nie piszemy, ale blokuje pani informacje… -Macie stronę. Dziennikarze muszą sobie szukać informacji. Umówiłyście się dziś ze mną? - Nie miałyśmy szansy… - Bo ja z dziennikarzami rozmawiać nie będę! Napisaliście o mnie p.o. dyrektora szpitala, bez nazwiska!. Mnie to obraziło. Wolno mi się obrażać na dziennikarzy. Kto mi powie że nie? Mogę się obrażać, bo co?! Wasz poziom mi się nie podoba. A poza tym mam specjalistę ds. komunikacji. Moja sekretarka jest przez was zastraszona. Jak z wami rozmawia długo dochodzi do siebie! Nie pozwolę! - A pijarowca pani ma? - To moja sprawa osobista! - Osobisty pijarowiec za publiczne pieniądze? - Nie publiczne tylko spółki, firmy! Bo to jest firma i ma zarabiać, a nie żadne pieniądze publiczne! Dziękuję, dowidzenia!
Pani sekretarka jest bardzo sympatyczną osobą. Nie wygląda, jakby mdlała na nasz widok. Resztę pozostawiamy bez komentarza. A już za tydzień – Co nam powiedział(a) pani będąca specjalistą i pijarowcem w jednym, wypowiedzi i byłych i prawie byłych oraz obecnych pracowników szpitala, i – być może natura i kulisy zawarcia umowy z TK Medica, przy której, jak mówi się na mieście – działa tzw. Kociewskie Centrum Zdrowia.