Kociewski.pl

Szybki kontakt z redakcją: 513 393 393

W Kocborowie są zbulwersowani PDF Drukuj E-mail
Napisał: Krzysztof Łach   
wtorek, 27 lipiec 2010

Image

Ponad dwa tygodnie temu Elżbieta Jaworowicz w programie „Sprawa dla reportera” przypomniała sprawę dotyczącą rzekomego pobicia jednego z pacjentów starogardzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych przez jego personel. Dyrekcja, lekarze i pracownicy placówki nie kryjąc oburzenia twierdzą, że reportaż wyemitowany w TVP 1 był przygotowany stronniczo, nie przestrzegając zasad rzetelności dziennikarskiej.
 

Sprawa ta ma już dwuletnią historię. Przypomnijmy, że w marcu 2008 roku, wówczas to 25-letniego mężczyznę, przywieziono do Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim na przymusowe leczenie przeciwalkoholowe. Jak wynika z doniesień prasowych po pobycie w Kocborowie przewieziono go do Specjalistycznego Szpitala św. Jana w Starogardzie Gdańskim z podejrzeniem padaczki alkoholowej. Na podstawie rozległych ran i krwiaków oraz poważnego stanu narządów wewnętrznych jeden z lekarzy rzucił podejrzenie, że pacjent mógł zostać pobity. W tym momencie rodzina pana Grzegorza  zawiadomiła prokuraturę o makabrycznym pobiciu ich syna przez pracowników szpitala psychiatrycznego w Starogardzie Gdańskim. Prokuratura na podstawie licznych przesłuchań i opinii lekarskich dwukrotnie umarzała sprawę nie mając dowodów na to, że pacjent został pobity, tym bardziej w starogardzkim Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych.

 Image

Błędna opinia
Rodzina Grzegorza postanowiła szukać pomocy w mediach, a ściślej mówiąc u Elżbiety Jaworowicz, autorki programu „Sprawa dla reportera”. Dwa tygodnie temu został wyemitowany materiał, w którym rodzina i osoby występujące w programie sugerowały, a nawet jednoznacznie stwierdzały, że pracownicy oddziału XXIV dokonali pobicia, w wyniku którego pacjent znalazł się w stanie krytycznym , a obecnie nie może dojść do pełnej sprawności. Przedstawiony reportaż poruszył dyrekcję oraz pozostałych pracowników szpitala.
- Sprawy by nie było, gdyby nie jedno stwierdzenie pani doktor. Wszyscy podwiesili się pod to zdanie nawet w emitowanym programie. Takie sformułowanie pani doktor wzbudziło zdziwienie również ekspertów z Białegostoku. Dziwne, że przy tak dużym obciążeniu pacjenta i przy takiej nasilonej patologii, jaka występowała u niego, zostało to zakwalifikowane jako pobicie – mówi Krzysztof Kołcz, zastępca dyrektora Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim.
- Pracuję tu od 1993 roku i jestem zbulwersowany po tym programie. Obcy człowiek, który nigdy nas w życiu nie widział, nie zna nas, nie zna charakteru tej pracy i nie wie na czym polegają interwencje, nazywa nas bandytami – mówi Wojciech Czapski, pielęgniarz oddziałowy, który zastanawia się skąd wziął się zarzut, że pobicia dokonali jego pracownicy. - Lekarz z intensywnej opieki medycznej daje sugestię, że pacjent był pobity, więc postanowiono chyba szukać winnych. Na OIOM-ie nie mógł być pobity, to gdzie, jak nie w naszym szpitalu. Zapewne, kiedy zobaczono, że na oddziale piątym, gdzie został przyjęty pracują same kobiety, to szukano mężczyzn. No i padło na nas.

 Image

Image 

Nie było interwencji
Na oddziale XXIV, który opiekuję się pacjentami z wyrokami, niejednokrotnie z najcięższymi przestępstwami, personel jest przeszkolony do zabezpieczania tych najbardziej agresywnych. To oni są w razie konieczności wzywani, także na oddział dla uzależnionych.

 Image

Image 

Pracownicy szpitala twierdzą, że w przypadku Grzegorza W. nie było żadnej interwencji personelu oddziału XXIV, który w reportażu był obraźliwie nazywany „Komando 24”.
- Monitoring, który tutaj funkcjonuje, pozwala sprawdzić, kto i kiedy wchodził i wychodził. Poza tym prowadzimy zeszyt interwencji, który stanowił też dowód w postępowaniu prokuratorskim i takiego wyjścia nie odnotowaliśmy. W tym zeszycie są wpisywane wszystkie wyjścia na interwencję, który oddział i który z lekarzy dyżurnych wzywał, czy interwencja była zasadna, czy też nie. Zeszyt, który trzymam w ręku prowadzimy od 2005 roku, a przypadek ten był w 2008, dzisiaj mamy 2010 i nadal ten zeszyt jest prowadzony. Poza tym pod każdą datą, pod każdym oddziałem i lekarzem dyżurnym można sprawdzić wszystko – mówi Wojciech Czapski.  Mówiąc krótko nikt nie był tam na interwencji. A skoro nikt na tej interwencji nie był, to nie wiem, co się z tym pacjentem działo. Przecież mój personel o tym pacjencie dowiedział się mniej więcej dwa miesiące po jego zakończonej hospitalizacji. Nigdy go nie było na naszym oddziale. Mało tego dowiedzieliśmy się o nim, kiedy byliśmy przesłuchiwani na policji. W tej sprawie został przesłuchany cały mój personel, łącznie z pielęgniarkami, które przebywały w tym czasie na urlopach. Nikt nie mógł powiedzieć nic na temat pacjenta, bo po prostu nikt go nie znał i nikt nie był na interwencji.

 Image

Fakty te potwierdza dyrekcja szpitala.
- Był także przesłuchany cały personel oddziału V, pacjenci, którzy w tym samym czasie byli na leczeniu i nikt nie widział, żeby była tam jakakolwiek interwencja. Pacjent leżał na sali ogólnej. Sami pytaliśmy osoby, które w tym czasie były hospitalizowane. Przesłuchiwała ich także policja i prokuratura. Nikt nie zauważył czegokolwiek, co mogłoby w jakiś sposób sugerować, że temu pacjentowi działa się krzywda. Prokuratura ma wielką stertę akt, przesłuchano blisko setkę ludzi, przeprowadzono ekspertyzy medyczne w Warszawie i Białymstoku i stwierdzono, że nie ma błędu w czasie leczenia w Kocborowie. Nie został po prostu pobity – twierdzi Krzysztof Kołcz, zastępca dyrektora Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim.

 Image

Zarzucają manipulację
Pracownicy kocborowskiego szpitala mają wiele uwag do reportażu, jaki został zmontowany przez ekipę „Sprawy dla reportera”.
- Z punktu widzenia rzetelności dziennikarskiej materiał jest zrobiony całkowicie nierzetelnie i nieuczciwie. Pokazuje się pacjenta, który opowiada bardzo nieprawdopodobne historie. Najpierw mówi, że pacjenci są tutaj traktowani przedmiotowo. Potem widział panią doktor z psem. Kropkę nad i postawił twierdząc, że był uwodzony przez lekarza. Inny pacjent stwierdził, że ktoś mu skoczył na mostek, który dwa miesiące go bolał . Jeżeli tak było to powinien to zgłosić do prokuratury, zwłaszcza, iż w oddziałach panuje pełna swoboda korespondencji oraz pełen dostęp do telefonu - twierdzi Wojciech Czapski.
Zdaniem pracowników szpitala ich placówka została w programie przedstawiona w złym świetle, mocno odbiegającym od rzeczywistości.
- Każdy, kto przyjeżdża do naszego szpitala mówi, że okolica jest tu piękna. Nakręcili to miejsce z perspektywy krat. Podkład muzyczny z horrorów, pokazano dom bez klamek, wszystko można zmanipulować. Gdyby zachowano minimum obiektywizmu, ten program w ogóle by się nie ukazał, bo nie ma żadnej sensacji – twierdzi Waldemar Rupniewski sekretarz medyczny oddziału.
- W programie były wykorzystane zdjęcia wykonane przez pacjenta ze Świecia. To jest zwykła manipulacja. Warto wspomnieć, że podczas wizyty ekipy telewizyjnej były kręcone zdjęcia naszych sal, których nie pokazano – mówi Igor Kamiński, zastępca ordynatora oddziału XXIV.
Jak mówią pracownicy szpitala, dziennikarze programu nagrywali więcej materiału, który nie ujrzał światła dziennego.
- Była przeprowadzona rozmowa w świetle kamer z profesorem Masłowskim, który pół życia poświęcił psychiatrii sądowej. Praktykował w różnych krajach w Anglii, RPA, gdzie zajmował się psychiatrią sądową. Podczas rozmowy stwierdził wprost, że standardy prowadzone tutaj niczym nie różnią się od tych stosowanych na zachodzie. Niestety ta wypowiedź najwyraźniej nie pasowała do obrazu i konwencji programu przyjętej wcześniej – uważa Krzysztof Kołcz.
Okazuje się, że w materiale przedstawiono więcej nieprawdziwych faktów.
- W okresie, kiedy był on hospitalizowany, na oddziale XXIV pracował jeden były funkcjonariusz służby więziennej oraz jeden emerytowany policjant. Do pracy w policji przyjął się w lipcu 1990 roku, przedtem w policji nie pracował. Tak więc nie ma u nas ani byłych funkcjonariuszy SB ani zwolnionych ze służby policjantów. Do dnia dzisiejszego nic w tej kwestii się nie zmieniło – zapewnia Waldemar Rupniewski.
Jak uważają pracownicy szpitala nie mieli oni możliwości obrony, gdyż dwa dni przed nagraniem programu w studiu „Sprawy dla reportera” cofnięto zaproszenie przesłane wcześniej do dyrekcji szpitala.
- Takie szpitale jak nasz są w pewnym sensie ciekawostką z punktu widzenia społecznego. Owiane są tajemnicą i opowieściami. Każde wejście na nasz oddział budzi jakiś dreszczyk emocji. Są to elementy nośnie – twierdzi Wojciech Czapski.
- Jak się wycina pewne fakty, to wychodzi całkiem fajna sensacja – dodaje Krzysztof Kołcz. - Pewne rzeczy są w mediach przedstawiane fajnie, na przykład kampanie dotyczące leczenia depresji, anoreksji, czy uzależnień. Natomiast część materiałów niepotrzebnie zniechęca do podjęcia skutecznego leczenia.
Sugestie byłego policjanta
Pracowników szpitala dziwi także postawa byłego policjanta, który w programie Elżbiety Jaworowicz opowiadał swoje wrażenia.
- Ewidentnie ten pan sugerował, że krzywdzimy u nas ludzi, robimy im elektrowstrząsy oraz śpiączki insulinowe, których nie robi się u nas już od 20 lat. Generalnie w Kocborowie mordowało się też pacjentów, ale trzeba zaraz dodać, że w 1940 roku. Czy mamy odpowiadać za historię psychiatrii, w której rzeczywiście w latach 50-tych stosowano elektrowstrząsy bez znieczulenia ogólnego – mówi Wojciech Czapski.
- Generalnie leczenie śpiączkowe i leczenie elektrowstrząsowe są to normalne metody uznane leczniczo. Są w dalszym ciągu kliniki, które to stosują. Co więcej przyjeżdżają do nas pacjenci z Warszawy, żeby zrobić im serię elektrowstrząsów. To jest metoda stosowana na przykład u kobiet w ciąży z wyboru, jest najbezpieczniejszą z możliwych. 50 lat temu było stosowane tzw. leczenie bodźcowe, ale to było 50 lat temu, a 100 lat temu były łańcuchy przy ścianach. Procedura leczenia elektrowstrząsowego, to jest procedura wysokiego ryzyka obwarowana specjalnymi zgodami pacjenta, często decyzją sądu rodzinnego, konsultacją i wpisem do dokumentacji medycznej co najmniej dwóch lekarzy, którzy najczęściej nie robią tych eletrowstrząsów. Stosuje się ją w znieczuleniu ogólnym. Pacjent nie czuje nic. Budzi się, wstaje i jedzie do domu – dodaje Krzysztof Kołcz.

 Image

Image 

Zdaniem zastępcy ordynatora oddziału ostatnia śpiączka insulinowa została zastosowana blisko 20 lat temu.
- To było bodajże w 1993 roku i to tylko ze względów medycznych  – mówi Igor Kamiński.
Ciężka choroba
Personel szpitala sam szuka też odpowiedzi na pytanie co mogło być przyczyną takiego stanu pacjenta. Nie wyklucza, że obrażenia mogły być spowodowane wynikiem jego uzależnienia.
- Generalnie u pacjentów, u których występuje majaczenie powikłane padaczką, wśród bardzo różnych zaburzeń funkcjonowania organizmu występują na przykład zaburzenia krzepnięcia. Mogą zachodzić zmiany w organizmie, które powodują zaburzenia nerek. Mogą występować regularne samoistne wylewy. Po prostu pękają naczynia, nawet, kiedy się dotknie pacjenta, bo przez wieloletnie picie są tak bardzo uszkodzone – uważa Krzysztof Kołcz.
- Delirium tremens, czyli majaczenie alkoholowe, to nie jest stan, jak to powszechnie społeczeństwo sobie wyobraża, że widzi się białe myszki i nic złego poza tym się nie dzieje.  Wręcz przeciwnie, to jest stan bezpośredniego zagrożenia życia – dodaje Wojciech Czapski.
Pracownicy szpitala skierowali pismo do programu żądając sprostowania.

 Image

Image 

Epilog
- Na podstawie prawa prasowego będziemy żądali sprostowania. Pismo jest już przygotowane. Jeżeli do tego nie dojdzie to wstąpimy na drogę prawną. W taki sposób będziemy dochodzić swojego dobrego imienia. To jest dla nas bulwersująca sytuacja, w której fałszywie i w złym świetle została przedstawiona nasza praca. Zostaliśmy publicznie oskarżeni o zbrodnie, co fatalnie wpływa na nasz wizerunek – mówi Krzysztof Kołcz.

Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
smaller | bigger

security code
Ponizej Wpisz Kod bezpieczenstwa


busy
 
wstecz   dalej »

Najnowsze Wieści z Kociewia już w kioskach!

Prognoza Pogody

Starogard Gdański

Porady Prawne

cejrowski.png

Reklama







Facebook

R E K L A M A

Imieniny

5 Września 2010
Niedziela
Imieniny obchodzą:
Dorota, Herakles,
Herkules, Herkulan,
Justyna,
Laurencjusz,
Wawrzyniec,
Stronisława
Do końca roku zostało 118 dni.

Mega HIT

Wieści w Polsacie!

Zobacz materiał Polsatu
n/t artykułu Wieści z Kociewia!




Zobacz koniecznie!

Wieści TV



 

Money.pl

Money.pl - Kliknij po więcej
GPW (2010-09-03 18:59)
WIG 42944.94 +0.56%
WIG20 2476.19 +0.63%
mWIG40 2534.67 +0.38%
sWIG80 12035.37 +0.58%
Money.pl - wiadomości, notowania, giełda, kursy walut
NBP 2010-09-03
USD 3.0895 -0.18%
EUR 3.9635 -0.06%
CHF 3.0450 -0.44%
GBP 4.7564 -0.06%

Szukasz Pracy?

Szukaj ofert pracy

Ostatnie komentarze

Żyje się 'jakoś', ch...
no no.. Ewa szalejesz ;]
Burmistrz wpadł z de...
Czy teraz,po zmianie przepisów szanowna Policja b...
Skrzyżowanie śmierci
Masz rację,zgadzam się z tobą...Jedno ale : pop...
Działania na dwa koł...
z Tczewa do Kościerzyny to ponad 60 km a szlakiem...
Szpital pod specjaln...
Jak już chciałeś naubliżać redakcji ,to powin...
Jestes w  :Start arrow Aktualności arrow Inne arrow W Kocborowie są zbulwersowani